Ach, te emocje! - Kuncio.com
354
single,single-post,postid-354,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive
polar-bear-196318_1280

01 wrz Ach, te emocje!

To, że każdy z nas jest inny to rzecz wiadoma. Jesteśmy genetycznymi indywidualnościami – bynajmniej tak mi się wydaje, choć na genetyce za bardzo się nie znam. :)

To, co nas wyróżnia to także emocje, które targają nami przez całe życie. W momencie przyjścia na świat już jesteśmy indywidualnością, odrębną jednostką, która będzie miała własne uczucia, poglądy, myśli. Nie bez powodu mówi się, że każde dziecko jest inne, bo przecież jak nie ma dwóch tych samych kropel wody, tak nie ma dwóch takich samych ludzi. Nawet bliźnięta, mimo zewnętrznej identyczności, często mają zupełnie inne wnętrze.

Rozum i serce – dwa przeciwstawne bieguny – czasami nie do pogodzenia. Mimo iż wiemy, że coś jest racjonalne i wiemy, że podjęta decyzja nie będzie może tą najlepszą, serce każe nam robić na przekór racjonalności.

Emocje towarzyszą nam od urodzenia, dopiero z biegiem lat uczymy się opanowania, to praktyka życiowa i wbijane latami do głowy normy społeczne sprawiają, że w wieku 20 lat nie stajemy na środku chodnika i nie tupiemy nogą, gdy coś nam nie wyjdzie.

Dziecko nie ma zahamowań. A gdy coś mu nie wychodzi, gdy czegoś nie może dostać, reaguje krzykiem, płaczem, tupaniem i innymi wymyślnymi formami ekspresji. I tak naprawdę jest to normalne, powiedziałabym nawet więcej – powinno tak być. Nagły wybuch emocjonalny jest normalną reakcją, przecież mały człowiek nie potrafi inaczej, robi to, co podpowiada mu natura. Rolą rodzica jest nauczanie dziecka uspokajania się, bo jest to umiejętność której trzeba się nauczyć.

Na czym powinna polegać ta nauka? Przede wszystkim na obserwacji dziecka, byciu przy nim w trudnych dla niego sytuacjach i rozmowie. Wbrew pozorom 1,5 roczne dziecko bardzo dużo rozumie. Nie można mu pozwalać na wszystko, jeżeli moja Mała robi coś co mi się nie podoba, konsekwentnie mówię jej, że mi się to nie podoba i nigdy nie zmieniam zdania – konsekwencja to tak naprawdę klucz do sukcesu – początkowo były duże opory i histeria, pojawiająca się dość często, jednak konsekwencja przyniosła określone efekty, które przełożyły się na ogromne postępy w samouspokajaniu się. Poza tym Pola znalazła swój własny sposób na samouspokojenie, robiąc tym samym ogromny krok w emocjonalną samodzielność. Tym sposobem okazał się smoczek. Może nie jest to idealne rozwiązanie, ale o wiele lepsze niż niekontrolowane ataki furii czy bicie siebie bądź innych.

Gdy nasze dziecko znajdzie sposób na wyciszenie – może to być również pluszak, głaskanie włosów mamy albo zupełnie coś odmiennego – możemy być  dumni, ponieważ będzie to oznaczać kolejny krok w stronę samodzielności.

Tych, którzy są zwolennikami „bezstresowego wychowania” pragnę poinformować, że czasami mylą pojęcia. Bezstresowo nie oznacza, że bez ograniczeń. Dziecku trzeba stawiać granice i uczyć, co można a co nie.  W końcu nie pozwalamy naszym dzieciom wkładać palców do kontaktu, mimo iż chcą to usilnie robić, więc dlaczego mielibyśmy nie reagować, gdy wyrzucają z talerza jedzenie? To, że nie jest to niebezpieczne nie oznacza, że jest dobre, dlatego już od najmłodszych lat trzeba naprowadzać nasze pociechy na to, co dobre.

No Comments

Post A Comment