Dzień z życia matki pozytywnie zakręconej - Kuncio.com
316
single,single-post,postid-316,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive
grimace-388987_1280

24 cze Dzień z życia matki pozytywnie zakręconej

Chyba każda z Was choć raz miała dzień, który był lawiną nieoczekiwanych zdarzeń, sytuacji, które wydarzyły się w najmniej odpowiednim momencie.

Powiedziałabym, że mnie nawet dość często spotykają takie dni – zakręcone tak bardzo, że sama się w tym gubię i tylko czekam na ich zakończenie, jakby wybicie godziny dwunastej w nocy było magicznym czasem zdejmowania zaklęcia.

Dzień zapowiadał się całkiem zwyczajnie, zwykła codzienność. W sumie już po obudzeniu się mogłam przewidzieć, że jednak będzie to dzień z tych bardziej zawiłych. A zaczęło się od budzika, a raczej jego braku, ponieważ tym razem – z niewiadomej przyczyny – sprzęt budzący zawiódł i nie tylko ten elektroniczny, ale i w postaci mojej córki, która tego dnia postanowiła spać ciut dłużej.

Zamiast wstać o 6.00, z łóżka zerwałam się o 6.30. Tak naprawdę miałyśmy pół godziny na ogarnięcie się. Gdy zobaczyłam godzinę, wystartowałam do łazienki, w między czasie usłyszałam „wołanie” z pokoju, więc szybko pobiegłam robić mleko i z powrotem do łazienki.

Akurat dzisiaj postanowiłam ubrać sukienkę, szybko tego pożałowałam, gdy biegnąc za mą córką i próbując ją ubrać zahaczyłam o ostry kant i podarłam sobie rajstopy – musiała nastąpić szybka wymiana, bo już nie chciałam myśleć o kolejnym wyjściowym zestawie i już pozostałam w sukience.

Ale to nie koniec.

Przed samym wyjściem poczułam dobrze już znany zapach, wydobywający się z Polinkowych rajstop. I niby wszystko byłoby ok., gdyby nie fakt, że zawartość pampersa znalazła się również poza nim, zagnieżdżając się w rajstopach, prawie po kostki.

Gdy uporałyśmy się z tym bałaganem, który nawiedził nasz dom, zapakowałyśmy się do samochodu. Szybka jazda do żłobka i potem kierunek praca.

Pogoda niestety dzisiaj nie dopisała – zresztą nie tylko dzisiaj, bo pada już od kilku dni. Oczywiście po drodze do pracy napotkałam zepsuty samochód dostawczy, który spowolnił ruch – no ale to nie jest nic nadzwyczajnego, dość często się to zdarza – zabawnie zrobiło się, gdy zaczęło padać. Do tej pory nie mam pojęcia, jak to się stało, ale przestały działać mi wycieraczki, z którymi teraz jest już wszystko w porządku…. Może i to jakieś moje niedopatrzenie, no ale przecież nie jestem półinteligentem i wiem, gdzie się je włącza. Więc jak to możliwe, że przestały działać? Po prostu dzień matki zakręconej – bez dwóch zdań.

W końcu dojechałam do pracy. Na szczęście. Bo jeszcze trochę to może musiałabym dojechać na lawecie.

W pracy było już lepiej. Zwariowany dzień jakby stał się mniej zwariowany.

Wróciłam do domu, a jak wiadomo tutaj zawsze jest co robić. Przyszedł czas na zrobienie prania. Odwróciłam się tylko na chwilę, żeby wyciągnąć ubrania z kosza. Gdy się odwróciłam, moim oczom ukazała się szczotka do wc, jeżdżąca po ścianie. Po prostu super. Oczywiście uśmiech Poli od ucha do ucha i radość ogromna.

Po tej akcji postanowiłam usiąść i napisać post, ilustrujący jeden z wielu moich zwariowanych dni.
W sumie powinnam jeszcze poczekać, bo nie wiadomo co się jeszcze wydarzy. Jedno jest pewne, był to ciekawy dzień, inny niż inne, ale jak sięgnę pamięcią wstecz do przeszłości, to stwierdzam, że mógł być jeszcze bardziej zakręcony. :)

1Comment
  • Marlena
    Posted at 17:17h, 24 czerwca Odpowiedz

    :)

Post A Comment