Kobiety są bardziej - Kuncio.com
15543
single,single-post,postid-15543,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive
woman-707366_1920

08 cze Kobiety są bardziej

Poranna pobudka.

Gramolę się z łóżka.

Nie spałam za dobrze, bo w nocy była ulewa, która upierdliwie waliła o me okna dachowe. A że odbieram to zjawisko bardziej, wkurzałam się strasznie. Najpierw wkurzyłam się, że deszcz mnie obudził, czyli na sam fakt obudzenia.

Następnie byłam wkurzona na sam deszcz, a na sam koniec jeszcze na to, że nie mogę przez to wszystko zasnąć, bo tak się nakręciłam, że się wybudziłam i w sumie to mogłabym już wstać.

Więc w końcu wygramoliłam się z łóżka, przez lejący deszcz wstając lewą nogą.

A wszystko przez to, że u mnie wszystko jest bardziej. W ogóle po głębszym namyśle sądzę, że nie tylko ja tak mam, ale po prostu kobiety są bardziej. Bardziej czują, bardziej się przejmują, bardziej płaczą, bardziej wybiegają planami w przyszłość, no i w ogóle są bardzo bardziej.

Faceci mimo wszystko tak nie mają. To nie jest tylko moje zdanie, ale też facetów, bynajmniej niektórych, bo nie mogę odpowiadać za całą męską populację.

Zastanawiałyście się kiedyś jak to się dzieje, że w większości przypadków dziecko zostawiacie pod opieką drugiej kobiecie a nie mężczyźnie? I nie mówię tu o mężach, bo mam nadzieję, że do nich macie jakieś zaufanie. Opiekunkami też są z reguły kobiety. Powiem szczerze, że z wersją męską się jeszcze nie spotkałam, chyba że w filmie.

Głównym powodem może być właśnie to, że my przeżywamy wszystko bardziej, ale też wybiegamy w przyszłość myślami. Mam wrażenie, że nasze myślenie przyczynowo-skutkowe jest zawsze o kilka kroków dalej. Czasami może być to odbierane jako przesada, no bo może faktycznie nią jest.

Gdy Pola zaczyna skakać na łóżku, ja już widzę jak spada. Mój mąż widzi, że się dobrze bawi.

Gdy zaczyna wspinać się na placu zabaw, ja widzę siniaki i jeden wielki krzyk. Mój mąż widzi dziecko bawiące się.

Przykłady można by mnożyć.

Odmienne widzenie tych samych sytuacji, a raczej widzenie skutku i ewentualnych możliwości w przypadku kobiet powoduje, że niby nie, ale jakiś tam ukryty strach przed zostawieniem dziecka mężczyźnie gdzieś tam jest. I jeżeli nie dotyczy mężów – co jak co, ale akurat mojemu mężowi zostawiam naszą córkę – to może dotyczyć braci, kuzynów, dziadków i innych spowinowaconych.

Gdy jednak zdecydujemy się już  mężczyźnie powierzyć wszystko, w tym dziecko, pojawia się pewne „ale”. Bo mimo, że powierzymy to musimy do tego zostawić całą długą listę rzeczy, o których powinien pamiętać przy opiece nad dzieckiem. W tej szufladzie są koszulki, a w tamtej spodenki. Tutaj masz mleko, kaszka stoi na czwartej półce po lewej stronie w szafce nad zlewem. I tak dalej, i tak dalej. Ogólnie niby wszystko ok, w końcu kobiecie takie instrukcje trzeba by też przekazać, jeśli tego nie wie. Różnica jest jednak taka, że w przypadku kobiety trzeba to mówić, gdy faktycznie nie posiada takiej wiedzy, a w przypadku mężczyzny nawet gdy posiada, tylko z niewiadomych przyczyn nie chce jej użyć, czy jak sądzi – nie pamięta. Po prostu te informacje umknęły mu w gąszczu innych ważnych wiadomości.

Można by zastanawiać się, dlaczego tak się dzieję?

Myślę, że jak w przypadku wielu rzeczy można zrzucić winę na to nasze bardziej.

Bo czyż nie jest tak, że to my płaczemy na filmach romantycznych, a w ciąży to nawet na niektórych reklamach?

Jakoś tak się stało, że ta ckliwość, płaczliwość, emocjonalność jest nam bardziej przypisana. Może też dlatego bardziej przewidujemy przyszłość i dlatego zawsze dopatrujemy się już skutków pewnych zachowań.

Z drugiej strony taka równowaga świata kobiet i mężczyzn jest zdrowa i jakby nie patrzeć potrzebna. Kobieta-matka to taka strażniczka, która pilnuje swoich pisklaków. To ta rozsądna, kochająca opiekunka, przy której można czuć się bezpiecznie. Tata to ten szalony, z którym jest fajna zabawa. Z nim można pogłupieć do woli. Oczywiście nie to, że z mamą nie można, ale nie na darmo jakoś tak się utarło, że mężczyzna to takie kolejne dziecko. :) Musicie przyznać Panowie, że coś w tym jest, w końcu pomysły macie czasami podobne jak wasze dzieci. I żebyście nie pomyśleli, że to jakaś nagonka – ABSOLUTNIE NIE! – po prostu tak to już jest, ja tylko stwierdzam fakty. :)

Mimo wszystko, jeszcze raz to powtórzę, taka równowaga w świecie jest potrzebna – nie wliczam w to niańczenia własnych mężów i dorosłych mężczyzn, bo to akurat jest dla mnie lekkim skrzywieniem.

My wszystko odczuwamy bardziej, żeby oni mogli odczuwać mniej, ale w ten sposób mamy połączenie racjonalności z szaleństwem, odpowiedzialności z dziecięcą naiwnością. Bo dzięki naszemu przewidywaniu możemy stopować zapędy ojców naszych dzieci, gdy oni nie widzą niebezpieczeństwa. Z kolei oni stopują naszą źle pojmowaną racjonalność, która niekoniecznie musi być dobra, a może być przesadną nadopiekuńczością. Wtedy nie wpływa korzystnie na rozwój naszych dzieci, a raczej go stopuje.

Moja teoria nie jest oparta o żadne badania, a raczej jest wynikiem własnych obserwacji. :)

Chyba jedynym minusem odczuwania przez kobiety wszystkiego bardziej jest cała otoczka, która temu towarzyszy. Jeżeli coś bardziej nas rusza, więcej o tym myślimy. Tym samym bardziej się tym przejmujemy. Czasami nie możemy przez to spać, jesteśmy kapryśne i bez humoru. Znacie to? 😉

To jest duży minus. A czasami chciałoby się zamknąć w takim wewnętrznym pudełku nicości, jak robią to mężczyźni. I myśleć o niczym, czyli w sumie nie myśleć tylko być. Tego im w sumie zazdroszczę, bo w moim odczuciu mają dzięki temu łatwiej. Ostatnio staram się odnaleźć moje własne pudełko nicości i nawet mam małe sukcesy na tym polu, bo jakoś mi się to udaje. Staram się też nie przejmować tyloma rzeczami, dzięki temu moje zdrowie psychiczne nie jest zaburzone. Po prostu życie jest piękne. :)

Drogie Panie nie pozostaje wam nic innego jak pogodzić się z tym, że wszystko odczuwacie bardziej. Jednocześnie na pewne rzeczy warto patrzeć z przymrużeniem oka. Jeżeli tak nie potraficie spójrzcie na mężczyzn obok siebie. Co jak co, ale tego możecie się od nich uczyć. :) Ja uruchomiłam swoje pudełko nicości i naprawdę mi z tym lepiej i wszystko wydaje się łatwiejsze. Warto zamienić przesadną racjonalność na tą zdrową. :)

No Comments

Post A Comment