Przypadek czy przeznaczenie? - Kuncio.com
455
single,single-post,postid-455,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive
girl-489110_1920

27 sty Przypadek czy przeznaczenie?

Czasami tak mnie najdzie, że się nad tym zastanawiam, nad naszą, a raczej moją egzystencją. I tak sobie myślę, czy to jest jakiś plan, którego jeszcze nie rozgryzłam, czy może zwykły przypadek.

Dzisiaj znowu jest taki dzień, w którym o tym myślę, a to przez dzisiejsze wydarzenia, niby nic nieznaczące. Choć… może jednak?

Dzień jak co dzień, czyli poranny chaos w według rodziny Kunciów. J Po małych zawirowaniach w końcu pakuję małą do samochodu – bez pieluchy, bo kupa była w domu, więc uradowana myślę sobie będzie super, udało się nam – jedziemy bez pieluchy – bardzo szybko przekonałam się, że Pola nie myślała tak samo jak ja.

Ledwo zapakowałam ją w fotelik słyszę:

Mama, mam kupę myślę sobie, nie no ściemia, chyba nie ma. To chyba niemożliwe, żeby znokautowała mnie w ciągu 30 minut kolejny raz.

W związku z tym ponawiam pytanie:

Polka, na pewno masz kupę? Jesteś pewna?

I słyszę:

Kupę mam. – masakra, sprawdzam sprawę, używając dotyku i węchu. Nic nie wywąchałam, ale za to fotelik cały mokry. To nie kupa tylko siku – czyli mniej śmierdząca, ale również masakra. Całą procedurę trzeba rozpocząć na nowo. Dygam do domu po schodach – 3 piętro, bez windy, pot się ze mnie leje, na rękach 13 kg bobas. Wpadam do domu, zdejmuję mokre ciuchy, sama się nie rozbieram, bo nie chcę tracić czasu, więc podwójnie się pocę. W końcu Pola jest przebrana – tym razem z pampersem, bo na drugą niespodziankę już nie mogę sobie pozwolić.

Wyruszamy w podróż do żłobka. No i właśnie. Nie przejechałam nawet 300 metrów, a na rondzie nieopodal mojego domu, o mało co nie uderzyła w nas kobieta – bez uśmieszków pod nosem, ja zajebiście jeżdżę. :) Prawie staranowała mój samochodu i na dodatek z tej strony, po której mam przymocowany fotelik samochodowy. Powiem szczerze, że zamarłam, gdy zobaczyłam prawie wjeżdżający w nas samochód. Na szczęście nic się nie stało i powiem szczerze, że tego dnia byłam bardziej czujna i jeszcze ostrożniejsza niż zwykle.

I tutaj musimy się zatrzymać i przeanalizować cały proces.

Patrząc wstecz, gdybym tego dnia, jednak zostawiła Poli od razu pampers, to nie musiałabym się cofać do domu, żeby ją przebrać. Tym sposobem wyjechałabym szybciej i nie natknęła się na Panią na rondzie. Może tego dnia nie byłabym bardziej czujna i bardziej ostrożna, co miałoby swoje konsekwencje niekoniecznie dla mnie korzystne…. Wszystko może, jednak….

No właśnie, nie macie czasami tak, że myślicie, że gdybyście nie zapomnieli kluczy z domu, to nigdy by się TO COŚ nie wydarzyło? Przypadek czy przeznaczenie?

Na chwilę obecną jestem wierna stwierdzeniu, że nie wierzę w przypadki. :) A za to wierzę w ciąg przyczynowo-skutkowy, że jednak zawsze jakieś zależności istnieją, również jeżeli chodzi o nasze życie. Każdy nasz wybór pociąga za sobą pewne konsekwencje, które prowadzą do kolejnego punktu, a wręcz wymuszają jego powstanie. Dlatego tak długo zastanawiamy się nad sprawami, które mogą zmienić nasze życie, kierując je na dwa odmienne tory.

Można by rzec, a po co się nad tym zastanawiać – tak powiedzą ignoranci. Ja powiem, że czasami warto się zatrzymać i pomyśleć, dlaczego znalazłam się właśnie w tym punkcie, a nie w innym. :)

2 Comments
  • Bookendorfina
    Posted at 16:53h, 14 marca Odpowiedz

    Nie wiem na ile przypadek determinuje ciąg zdarzeń, a w konsekwencji nasze losy, a wiele razy już się przekonałam, że gdyby nie on mogłoby być bardzo dramatycznie. :)

  • Babownia
    Posted at 19:28h, 14 marca Odpowiedz

    Witaj Magda :) w którymś z moich wpisów pisałam mniej więcej o tym samym co Ty- reguła 90/10 czyli prawda o tym, że na 10% zdarzeń nie mamy wpływu, lecz na 90% mamy. I Twój post jest chyba własnie o tym, bo jeśli mówisz, że trzeba jednak się czasem zatrzymać i coś przeanalizować, nawet nasze przeszłe działania to jednak jest analiza. Co do kupy… Niewiarygodne, że to sie dzieje. Ja mam tak z syropem. Jest u mnie taki syrop, który musi stać centralnie na szafce i straszyć opaćkaną etykietką. Jak tylko go schowam do apteczki to dziecko na drugi dzień już smarka, a na kolejny ma już gorączkę :) to chyba ta sama siła co z kupa w majtkach. Nie ma pieluchy? Jest kupa, lub siku :) POZDRAWIAM!

Post A Comment