Synu, a ja Ciebie wychowam na wspaniałego mężczyznę - Kuncio.com
16117
single,single-post,postid-16117,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive
Wychowanie dzieci

24 mar Synu, a ja Ciebie wychowam na wspaniałego mężczyznę

Jak to jest z tymi mężczyznami? Małymi chłopcami, którzy czasami wyrastają na niezbyt odpowiedzialnych mężczyzn?

Przeglądając różne fora dostrzegłam pewne podobieństwa. To, co się powtarza to pewien schemat męskiego postępowania. Oczywiście tak jak w każdym innym przypadku mężczyzn, tak jak i kobiety, można podzielić na tych dobrych i złych – tak w dużym skrócie, żeby się za bardzo w to dobro i zło nie zagłębiać.

Więc jak to jest z tym postępowaniem?

A tak, że bardzo wiele kobiet zostaje samych ze swoim/swoimi jeszcze nienarodzonym lub już narodzonymi dziećmi. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak się dzieje, co jest tego przyczyną? Dlaczego w większości przypadków to matki zostają same? Oczywiście odwrotne sytuacje też się zdarzają, ale wydaje mi się, że jest ich znacznie mniej, mimo iż statystyk na ten temat nie widziałam.

Czytając internetowe wpisy, nasunęło się mi kilka możliwości, jednak wydaje mi się, że główne źródło problemu tkwi, niestety, w matkach. Nie można oczywiście powiedzieć, że jeśli syn zostawia rodzinę to jego matka to pochwala albo że przyczyniła się do takiej sytuacji. W końcu ile ludzi, tyle historii, jednakże w większości przypadków, i przykro mi to kolejny raz powtarzać, ale problem tkwi w matkach.

Piszę to z pełną świadomością, gdyż sama jestem matką. W tej chwili trzyletniej córki, jednak już niebawem też syna. Syna, którego planuję wychować dla świata, jako może w przyszłości męża, ojca, a na pewno wrażliwego i odpowiedzialnego człowieka.

Co według mnie oznacza wychowanie syna?

A to, że w mojej rodzinie nie będzie podziału na stereotypy. Mój syn nie będzie leżał na kanapie, gdy jego siostra będzie pomagała mi przygotowywać kolację. Gdy tylko słyszę, że od dziewczynek się coś wymaga, podczas gdy chłopcy mogą mieć dwie lewe ręce to szlag mnie trafia.

Każdy ma predyspozycje do pewnych rzeczy a do innych nie, ale to nie oznacza, że trzeba to za każdym razem generalizować ze względu na płeć. Nie wszyscy mężczyźni pomagają w kuchni, a przecież mimo to szefami kuchni bardzo często są właśnie panowie. Ja również nie byłam od razu mistrzynią w kuchni, wszystkiego trzeba się nauczyć. Nadal uważam, że ciast to za bardzo nie potrafię robić, ale mam jakieś pozycje, które mi wychodzą i są całkiem smaczne. :)

Co to oznacza?

Mianowicie jedno, że większości rzeczy można się nauczyć i o ile nie muszą nam wychodzić perfekcyjnie to jesteśmy w stanie je zrobić.

A dlaczego chodzi mi o matki?

To właśnie najczęściej matki roztaczają nad swoimi synami jakieś dziwne parasole ochronne, robiąc z nich na przyszłości życiowych inwalidów, którym każda kobieta w przyszłości będzie musiała usługiwać. Bo chyba tak to się nazywa, gdy wszystko ma się podłożone pod nos, a jedyny wykonany ruch to ruch palca.

Więc po pierwsze, jako matki nie wychowujmy synów na roszczeniowców i egoistów, którzy nie widzą nic oprócz czubka własnego nosa. Niestety w większości dzieci są przywiązane do matek, więc w pierwszej kolejności to one są ich łącznikiem ze światem i pierwszymi nauczycielkami. Dlatego w mojej ocenie tak ważna jest ich rola.

Powiecie: a gdzie w tym wszystkim jest ojciec? Jeżeli oczywiście jest to jego rola jest również w całym wychowaniu istotna. Biorąc pod uwagę, że dzieci uczą się przez naśladownictwo to obecne zaangażowanie ojca w obowiązki domowe może być odzwierciedleniem późniejszego zaangażowania jego syna.

Pamiętajmy, mało kto będąc wyręczanym z tego wyręczania zrezygnuje. Człowiek przyzwyczaja się do dobrego, jest wygodnicki. Dzieci szybko łapią określone standardy zachowań.

Podobno córki są tatusiów, a synowie mamusiek, z czym się nie zgadzam, bo nie uważam że tak jest zawsze. Sformułowania typu:

Zobaczysz, jak urodzisz syna to się przekonasz. – Szczerze? Dla mnie w ogóle nie są przekonujące.

Podobnie jak stwierdzenia, że jak urodzisz dziecko to od razu zapomnisz o dopiero co odbytym porodzie i nagle spłyną na Ciebie wielkie pokłady miłości. Yhyyy, jasne…. Oczywiście na punkcie córki oszalałam, ale po porodzie poczułam po prostu zwykłą ulgę, że jest już po. Kocham ją miłością bezgraniczną, ale nie toksyczną, żeby przymykać oczy na pewne zachowania.

Moją córkę traktuję jako człowieka, który uczy się życia w społeczeństwie, obcowania ze światem, ma swój własny charakter i emocje, nad którymi uczy się panować, a nie zawsze jest to łatwe, dlatego ja staram się we wszystkim jej pomagać i wspierać. Syna też tak chcę wychować. Bez faworyzowania, idealizowania i przymykania oczu, ale zaakceptowania go takim jaki będzie.

Niedawno powiedziałam mojemu mężowi, że gdyby jednak padło mi na mózg i zaczęła „niuńkować” naszemu synowi – w co mimo wszystko wątpię – to ma mnie wyrwać z tego marazmu. J Moim celem jest wychowanie moich dzieci na dobrych i przede wszystkim odpowiedzialnych ludzi. Chciałabym, aby mój syn był odpowiedzialny za siebie i jeśli zechce się z kimś w przyszłości związać, również za swoją rodzinę. Bycie odpowiedzialnym to pewnego rodzaju wyzwanie, z którym należy się zmierzyć. Każda decyzja niesie ze sobą pewne konsekwencje i trzeba być tego świadomym.

Przede mną, matką, stoi również wyzwanie, któremu mam nadzieję podołam. Mojego syna wychowam poniekąd dla innej kobiety, dlatego chciałabym aby wiedział i był świadomy tego, że w związku chodzi o miłość, szacunek i partnerstwo. A co za tym idzie o wspólne budowanie domu, bez zwalania odpowiedzialności na tą drugą osobę.

1Comment
  • Sul
    Posted at 06:52h, 25 marca Odpowiedz

    Fajny z niego też będzie ksiądz z takim podejściem. Warto brać to pod uwagę podczas życia by się nie zdziwić;)

Post A Comment