Tajemniczy smark na firanie - Kuncio.com
482
single,single-post,postid-482,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,qode-title-hidden,qode-theme-ver-8.0,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive
child-801743_1920

17 lut Tajemniczy smark na firanie

Kto z nas nie wie co to tzw. udręka smarkowa niech podniesie rękę. :)

Chyba nie ma na świecie osoby, która nie przeszłaby kataru. Nie mówiąc już o dzieciach, które przebywając w większych skupiskach, jak chociażby żłobek, są notorycznie narażone na wystający z nosa smark. Smark, który często nie ma końca, bo ciągnie się jeszcze przez następne dwa tygodnie – dosłownie i w przenośni.

Niestety katar ma to do siebie, że męczy i jest postrachem każdego, puszczającego dziecko do przedszkola rodzica. Szczególnie za pierwszym razem, gdy dopiero dziecko oswaja się z otoczeniem. Gdy się pojawi, razem z nim pojawia się odwieczny dylemat. Co teraz zrobić?

Tym sposobem, razem z dylematem, mamy powracający obraz żłobkowego rodzica. Powtarzający się schemat katarowego przekleństwa.

Do żłobka przychodzi mama z dzieckiem – może być też tata, płeć w tym wypadku nie jest istotna – następuje naturalna procedura, czyli rozbieramy dziecko, ubieramy papcie, no i jak na złość patrzymy, a pod nosem pojawia się zielona, przezroczysta i jaka tam jeszcze może ciecz. Dziecko zaczyna podciągać nosem, smark coraz szybciej wydostaje się z otworu, a my jesteśmy coraz bardziej przerażeni. Niczym sprinterzy wyciągamy pędem chusteczkę i wycieramy tak szybko jak to możliwe, byle nikt nie zauważył. Do tego często w przestrzeni można usłyszeć słowa:

Ojej, kochanie kichnęłaś, musimy wytrzeć nosek – jest to mechanizm obronny, w końcu trzeba wytłumaczyć ten glut pod nosem, bo przecież nie ma mowy o przeziębieniu. W końcu nasze dziecko jest zdrowe jak koń. Yhyyy, jasne…. , tak sobie wmawiajmy.

 Jakby tego było mało, dziecko zaczyna kaszleć. Nasze przerażenie wzrasta. Pomiędzy przedszkolnymi szafkami można usłyszeć głos rodzica.

Oooo, skąd ten kaszelek. Zachłysnęłaś się ślinką? – nie to nie ślinka, tylko flegma się odrywa i dlatego kaszlę.

Oczywiście ja to wiem i Ty to wiesz, ale grać trzeba do końca. :)

Jest to powtarzająca się gra aktorska w stylu, ale o co chodzi?

Zastanawiające jest, dlaczego rodzice tak grają? Ze strachu? Chyba trochę tak. Obawiają się, że ktoś im zwróci uwagę albo okaże się, że dziecko trzeba zabrać do domu. I wtedy mamy zonk.

A co ja robię? Też puszczam do żłobka, bo przepraszam bardzo, ale póki nie ma gorączki lub innych niepokojących objawów nie ma przeciwwskazań, aby dziecko chodziło do przedszkola. Żaden lekarz na podstawie wychylającego się z nosa smarka nie wypisze opieki, bynajmniej takiego nie spotkałam. Przykład z ostatniego tygodnia. Pola siedziała tydzień w domu, bo w weekend złapała ją ostra infekcja wirusowa. W ostatni piątek poszliśmy na kontrolę, dodam że katar i kaszel nadal jest. W sumie oboje myśleliśmy, że może będzie musiała jeszcze do połowy tego tygodnia zostać w domu, ale okazało się, że nie. Dostaliśmy informację, że skoro nie gorączkuje to jak najbardziej może iść do żłobka. No i poszła, absolutnie nie mam z tym problemu.

Gdy słyszę wypowiedzi typu – Nie rozumiem, jak można prowadzić dziecko z katarem do przedszkola. – to już wiem, że wypowiedzi udziela rodzic, który albo nie pracuje, albo ma sztab pomocników (w tym na przykład babcię), którzy zajmują się dzieckiem, gdy jest chore.

Rodzice pracujący nie mogą brać notorycznych urlopów – chyba nie muszę tej kwestii tłumaczyć – na katar, który może trwać nawet dwa, trzy tygodnie. Takim zapominaczom przypominam, że rocznie, oboje rodziców może wykorzystać max. 60 dni opieki na dziecko. Można jeszcze wziąć urlop wypoczynkowy, ale odradzam – w końcu jak sama nazwa mówi jest to urlop przeznaczony na wypoczynek.

Katar dlatego jest na tyle tajemniczą bestią, że pojawia się nagle i przez jakiś czas nie chce odejść. Ale nie jest też powodem do paniki i dziwienia się, jak tak można puszczać dziecko do żłobka. To nie świńska grypa, a jedynie zabarwiona wydzielina z nosa. Więc bierzemy wdech i już się nie dziwimy.

6 Comments
  • Szczypiorkowa Mama
    Posted at 11:22h, 22 lutego Odpowiedz

    Prawdę mówiąc, zanim Synek poszedł do przedszkola buntowałam się. Mówiłam, że rodzice, którzy posyłają do placówek dzieci z katarem są egoistami. Czas jednak zweryfikował mój pogląd. Nie pracuję, ale żal byłoby mi trzymać Synka w domu tylko przez katar. Jednak katar katarowi nie równy, teraz na przykład siedzimy w domu bo dopadło nas po całości 😉

    • magda
      Posted at 12:39h, 22 lutego Odpowiedz

      Tak, jak piszesz. Katar katarowi nierówny. Moim wyznacznikiem mimo wszystko i tak jest gorączka, bynajmniej do tej pory tak było. A co do weryfikacji poglądów przez czas, to w niektórych przypadkach u mnie też się to sprawdziło i zmieniło się podejście. W końcu tylko krowa poglądów nie zmienia. :)

  • Fiorka
    Posted at 11:34h, 22 lutego Odpowiedz

    Mam dwóch młodszych braci i z przekonaniem stwierdzam, że glut to najlepszy przyjaciel każdego przedszkolaka! 😀

  • Bietka
    Posted at 06:19h, 14 lipca Odpowiedz

    Doskonale znam temat, jednak ja musiałam zrezygnować ze żłobka bo mała w ciągu miesiąca była już na trzech antybiotykach, bo ciągle coś ją łapało. Ale fakt jest taki, że każdy rodzić tak robi a gra tylko dla świętego spokoju innych i swojego.

  • Smiley Project
    Posted at 06:34h, 14 lipca Odpowiedz

    Nie ma to jak porządny glut! haha!

  • Asia - Matka w kratkę
    Posted at 15:12h, 14 lipca Odpowiedz

    Ha, ha! Widzę siebie, kiedy najstarsza córka zaczynała przedszkole – też miałam wizję (szybko zweryfikoną przez życie), że katar powinien zawsze oznaczać pozostanie w domu:) Masz rację – najważniejsze to uczciwa ocena stanu dziecka i adekwatne dzialanie! Bo drugą stroną medalu jest przysyłanie chorych dzieci do przedszkola…

Post A Comment